O autorze
Głosuj na Wapiętnik na www.blogroku.pl

Ponad 30 lat zarabiałam pisaniem, aż choroba Parkinsona kazała mi zwolnić się z etatu (ale nie z bycia dziennikarką). Wcześniejszą emeryturę wydarłam ZUS-owi z gardła po roku sądowej walki i zaprawiona w bojach wyzwałam na ubitą ziemię pana P., jak nazywam Parkinsona. Codzienne potyczki opisuję w Wapiętniku, czyli w pamiętniku prowadzonym przez wapniaka. Niektórzy dziwią się, że mało w nim choroby, za to sporo uśmiechu i spraw, od których niekoniecznie zależy los świata. Ale może mój? Nie mam wpływu na to, że jestem skazana na pana Parkinsona już do końca, próbuję jednak nie dać mu się całkiem zdominować. Pisanie o tym to rodzaj terapii, ale też chęć pokrzepienia innych cierpiących.
Jako się rzekło, moje życie nie składa się tylko z choroby. Pełnię w nim różne role: córki (troskliwej), żony (pierwszej), mamy (pojedynczej), teściowej (niezołzowatej), przyjaciółki (długodystansowej), koleżanki (mnogiej). I choć nie wyobrażam sobie życia bez czytania i słuchania muzyki, na bezludną wyspę nie zabrałabym ani książek, ani płyt, tylko chciałabym ją ... zaludnić. Bo to, co w życiu lubię najbardziej, to pogadać z drugim człowiekiem.

Zaścianek i awangarda, czyli kto będzie się śmiał ostatni?

Ja to mam szczęście! W kraju, którego władze Europa stawia do kąta za niebezpieczne zabawy z wsadzaniem beczki prochu pod fundamenty demokracji, a Wielki Brat zza wody przepytuje na korytarzach wielkiej polityki, w tym samym kraju ja odnalazłam osobiste powody do radości.

Wprawdzie pierwsze z radosnych zdarzeń już tu kiedyś odnotowałam, ale ono szczęśliwie trwa, tak jak na swoim stanowisku prezydent Słupska – zdeklarowany gej. Gdy usłyszałam, że słupszczanie posadzili w ratuszu Roberta Biedronia nie dowierzałam własnym uszom. Tacy postępowi, tolerancyjni, bez uprzedzeń? Wtedy, nie po raz pierwszy zresztą, przyszło mi do głowy, że polski zaścianek głównie ulokował się – nomen omen – na Wiejskiej (światłą wieś przepraszam). I niech mi nikt nie mówi, że te tęgie głowy umościły się tam z woli suwerena, bo ten gdyby nim nie manipulować (fakt, że zręcznie) podczas kampanii wyborczych, często wolałby sobie rękę odciąć, niż użyć jej w głosowaniu na ludzi demolujących nam państwo. Bo czy słyszał kto, aby ubiegający się o fotel prezydenta Andrzej Duda deklarował się jako „nocny-pomocny” większości parlamentarnej? Przeciwnie, nie bacząc na jeden z siedmiu grzechów głównych, jakim jest pycha mówił o sobie „jestem niezłomny”. Cóż, z całą pewnością mamy z prezydentem inne słowniki języka polskiego… A słyszał ktoś od kandydatów skleconej (udatnie) prawicy, że będąc „emanacją woli narodu” zaczną posłowanie od bezpardonowego ataku na tzw. trzecią władzę – sądowniczą z Trybunałem Konstytucyjnym na czele?
„Cyryl, jak Cyryl, ale te metody!” mawia przysłowie. Stare, ale wygląda na to, że nieznośnym echem odbija się w uszach niektórych zdeklarowanych dotąd zwolenników wiodącej partii i jej prezesa, żeby wspomnieć profesorów – Jadwigę Staniszkis i Ryszarda Bugaja. To nazwiska z pierwszych stron gazet, a ilu jest przysłowiowych Kowalskich, których zdumiewa i oburza arogancja, brak poszanowania dla oponentów politycznych, autorytetów, a przede wszystkim dla prawa, co na każdym kroku prezentuje PiS z poplecznikami? Przyznam, że nie należąc do zwolenników obecnie nam panujących, nie miałam co do nich złudzeń, jednak i mnie powaliła filozofia walca, który „przyjdzie i wyrówna”, choć obawiam się, że autor tej frazy nie byłby szczęśliwy z takiego jej wykorzystania. Ale fakt pozostaje faktem – dyrygowana przez prezesa Kaczyńskiego większość parlamentarna prze po swoje jak czołg, taranując wszystko po drodze. Używa przy tym argumentów, które obrażają inteligencję Polaków. Gdy coś pójdzie nie po jej myśli, albo wymazuje to gumką myszką (reasumpcja głosowania na komisji), albo udaje, że nie słyszy (marszałek na zgłoszenie fałszerstwa w głosowaniu). A te swary, buta, obrażanie, przepychanki, pomówienia, dąsy… I najświętsze przekonanie, że brudy trzeba prać we własnym domu. Kto dulszczyzny nie wyznaje, niechaj w szranki z nami staje! Bo zdrajca! No, nie zaścianek?
Wierzę głęboko, że – sparafrazuję klasyka – „ciemny naród tego nie kupi”, w każdym razie na pewno nie cały. Przecież większość w niedawnym sondażu podpisała się pod hasłem „Beata drukuj” opowiadając się za tym, że rząd powinien opublikować orzeczenie TK w sprawie niekonstytucyjności tzw. ustawy naprawczej uchwalonej na kolanie przez większość parlamentarną. Podobnie rzecz ma się z respektowaniem zaleceń Komisji Weneckiej. W ogóle mam czasem wrażenie, że ów ciemny naród wstydzi się za swoje światłe przywództwo. Zupełnie, jakby na Wiejskiej ktoś wyłączył nawigację nastawioną na postęp, nowoczesność, przynależność do wspólnoty europejskiej, budowanie społeczeństwa obywatelskiego, rozdział państwa i kościoła etc. etc. Brak nawigacji powoduje chaos i człowiek może zbłądzić, ale czy tu tkwi przyczyna choćby naszego spadku na łeb na szyję w rankingu wolności prasy? Wątpię. Trudno o sprawny marsz do przodu, gdy głowa ciągle odwrócona do tyłu na lustrowanie, rozliczanie, wyrównywanie krzywd, odwet… Gdy towarzyszy temu niechęć do obcych i nieufność wobec swoich, co skutkuje instrumentalizacją prawa dla kontrolowania wszystkiego i wszystkich. O na nowo pisanej historii i likwidacji starych, źle kojarzących się nazw ulic nie zapominając.
Nie wiem czy nadanie nowej nazwy ulicy dotąd bezczeszczonej nazwiskiem np. takiego Broniewskiego będzie się odbywało w asyście honorowej wojska i księdza z kropidłem, ale wiem, że dla postronnego (średnio rozgarniętego) obserwatora stajemy się śmieszni. Kiedyś nazywano nas „najweselszym barakiem w RWPG”, tyle że tamta „wesołość” budziła podziw świata. Podziwiano nas też za „Solidarność” i to czego dokonała, podziwiano za transformację po roku 1989. Teraz miejsce podziwu zajęło niedowierzanie. Że można chcieć to wszystko zaprzepaścić.
Szczęśliwie nie każdy chce i to powód mojej, wspomnianej na początku, radości. Oto władze miasta, w którym żyję od ponad 3 dekad zdecydowały, że będą respektować orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, chociaż w oczach takich tuzów intelektu, jak Patryk Jaki są to jedynie owoce „towarzyskiego spotkania sędziów przy kawie i ciasteczku”. Wcześniej już Warszawa, potem Łódź, a teraz Bydgoszcz uznały jednak, że to owoce wyhodowane legalnie. Tak jak dumna byłam (i pozostaję) z rodzinnego Słupska, tak dumna jestem, że Bydgoszcz znalazła się w awangardzie miast odważnych! A martwiącym się o przewidywany konflikt dwóch porządków prawnych (gdy administracja rządowa nie przestrzega wyroków TK) powtórzę za prawnikami: rzecznikiem prasowym KRS, sędzią Waldemarem Żurkiem i adwokatem Ryszardem Kaliszem, że nie ma żadnych dwóch porządków prawnych, jest prawo (po stronie TK) oraz bezprawie po stronie trzymających władzę. Tyle, że ci ostatni nie chcą się do tego przyznać.
Trwa ładowanie komentarzy...