O autorze
Głosuj na Wapiętnik na www.blogroku.pl

Ponad 30 lat zarabiałam pisaniem, aż choroba Parkinsona kazała mi zwolnić się z etatu (ale nie z bycia dziennikarką). Wcześniejszą emeryturę wydarłam ZUS-owi z gardła po roku sądowej walki i zaprawiona w bojach wyzwałam na ubitą ziemię pana P., jak nazywam Parkinsona. Codzienne potyczki opisuję w Wapiętniku, czyli w pamiętniku prowadzonym przez wapniaka. Niektórzy dziwią się, że mało w nim choroby, za to sporo uśmiechu i spraw, od których niekoniecznie zależy los świata. Ale może mój? Nie mam wpływu na to, że jestem skazana na pana Parkinsona już do końca, próbuję jednak nie dać mu się całkiem zdominować. Pisanie o tym to rodzaj terapii, ale też chęć pokrzepienia innych cierpiących.
Jako się rzekło, moje życie nie składa się tylko z choroby. Pełnię w nim różne role: córki (troskliwej), żony (pierwszej), mamy (pojedynczej), teściowej (niezołzowatej), przyjaciółki (długodystansowej), koleżanki (mnogiej). I choć nie wyobrażam sobie życia bez czytania i słuchania muzyki, na bezludną wyspę nie zabrałabym ani książek, ani płyt, tylko chciałabym ją ... zaludnić. Bo to, co w życiu lubię najbardziej, to pogadać z drugim człowiekiem.

Audyt rymowany na rok dobrej zmiany

Za nami rok sprawowania autorytarnych rządów jednego człowieka wspieranego przez wiernopoddańczą gwardię. Opozycja demokratyczna nie mogła przegapić tego faktu i swoje niezadowolenie tłumnie manifestowała pod hasłem "Dość!" My w bydgoskiej grupie KOD uznaliśmy, że miniony rok powinien zostać poddany Audytowi Obywatelskiemu. Tak też się stało w sobotę, 22 października, kiedy to rząd spod znaku PiS został publicznie wypunktowany. Metodycznie i poważnie. Potem, wierząc że śmiech odgania demony, mogłam przedstawić swój OSOBISTY AUDYT RYMOWANY NA ROK DOBREJ ZMIANY. Oto on.

Choć rząd wciąż rozpyla sztuczną mgłę nad narodem,
nie jest to zaślepienia i ogłupienia narodu powodem.
W rytm apelu smoleńskiego danse macabre grany
szalonym werblistom skutek przyniesie niepożądany.
Suweren widząc, że zamach pisze się palcem po wodzie
zrobi woltę i zostawi pomazańców prezesa na lodzie.
Za wroga ludu nie zechce też uznać prezesa Trybunału,
czym całkiem już innego prezesa doprowadzi do szału.
Aż stolarz będzie musiał wytłumaczyć mu i jego świcie,
że trójnogi stół bez jednej nogi nie postoi, takie życie...
Nie podnoś więc na trójpodział władzy dyktatora ręki,
bo dopadną cię spadki w sondażach i przy urnach męki.
Tymczasem na to właśnie prezesie, sam się skazujesz,
gdy spiskujesz, skłócasz ludzi, potem ich szpiegujesz!
O co cała ta wrzawa? zapyta szeryf - marnotrawny syn,
co w ustawkach ustaw na Wiejskiej chciałby wieść prym.
Tam karty rozdaje prokurator, co PRL od środka rozsadzał
i jako tajny kret partyjny do więzień chyżo ludzi wsadzał.
Czy kret buszujący w ciemności, podkreślmy to z mocą,
nie kojarzy się z „dobrą zmianą”, co nadchodzi nocą?
Gdy o ciemności mowa, jest na widelcu prezes kolejny:
pirat na drodze i w polityce, przy tym prorok beznadziejny.
Czyniąc z TVP rządu tubę wieszczył: „ciemny lud to kupi”,
a słupki oglądalności pokazują, że suweren nie taki głupi!
Wiekszą karierę zrobił jeden ze sztućców tu wymieniony,
który od ust żabojadom odebrał nasz wicespec od obrony.
Uczyliśmy Francuzów widelcem jeść, czyśmy nie uczyli,
to i tak Himalaje głupoty żołnierze prezesa zdobyli.
Dziwne, wszak edukację odbyli jeszcze przed czasem,
nim najsłuszniejsza ideologia opanuje szkoły ciupasem.
Orzeł biały dumne dotąd skrzydła już ze strachu tuli
bojąc się bohaterów nowej historii, niczym tarantuli.
I oczy chciałby zakryć, żeby jak Temida ślepym być,
lecz ręka podniesiona na sądy nie pozwoli się kryć.
Gdzie bezstronność, gdy opaską Temidy ręcznie się steruje:
raz się zakłada, raz zdejmuje; co się opłaca i jak pasuje?
Nie wiem kto karę tu zasądzi, ale wiem co będzie sądzone
kobietom za aborcyjny zamach na życie nienarodzone.
Tutaj już żadnej grzesznicy nie ominie nic z jej Golgoty:
ma rodzić przymusowo, skoro duszy nie widzi u zygoty.
Widząc to, ja – suweren drugiego, tego gorszego sortu
nie chcę nawet okruchów z podziału waszego tortu.
Zresztą amatorów kremu i konfitur ogonek jest tak długi,
że miejsc w spółkach zbraknie, nie pomogą już zasługi.
Wtedy z tortu wisienkę – to miała być dla szefa nagroda,
na znak buntu ... niewydrylowaną prezesowi się poda!
Trwa ładowanie komentarzy...