O autorze
Głosuj na Wapiętnik na www.blogroku.pl

Ponad 30 lat zarabiałam pisaniem, aż choroba Parkinsona kazała mi zwolnić się z etatu (ale nie z bycia dziennikarką). Wcześniejszą emeryturę wydarłam ZUS-owi z gardła po roku sądowej walki i zaprawiona w bojach wyzwałam na ubitą ziemię pana P., jak nazywam Parkinsona. Codzienne potyczki opisuję w Wapiętniku, czyli w pamiętniku prowadzonym przez wapniaka. Niektórzy dziwią się, że mało w nim choroby, za to sporo uśmiechu i spraw, od których niekoniecznie zależy los świata. Ale może mój? Nie mam wpływu na to, że jestem skazana na pana Parkinsona już do końca, próbuję jednak nie dać mu się całkiem zdominować. Pisanie o tym to rodzaj terapii, ale też chęć pokrzepienia innych cierpiących.
Jako się rzekło, moje życie nie składa się tylko z choroby. Pełnię w nim różne role: córki (troskliwej), żony (pierwszej), mamy (pojedynczej), teściowej (niezołzowatej), przyjaciółki (długodystansowej), koleżanki (mnogiej). I choć nie wyobrażam sobie życia bez czytania i słuchania muzyki, na bezludną wyspę nie zabrałabym ani książek, ani płyt, tylko chciałabym ją ... zaludnić. Bo to, co w życiu lubię najbardziej, to pogadać z drugim człowiekiem.

Uporządkujmy się, nim nas "uporządkują"

Z manifestacji wróciłam zziębnięta, ale zadowolona. 13 grudnia 2016 r. o godz. 17.00 bydgoski Stary Rynek był szczelnie wypełniony ludźmi, którzy – jak ja – mają dość dewastacji Polski przez PiS. Cieszyłam się, że jest nas tak wielu! Że, gdy ruszyłam w tłum z pocztówkami, które zawieziemy prezesowi Trybunału Konstytucyjnego, Andrzejowi Rzeplińskiemu w podziękowaniu za jego niezłomną postawę, wszyscy ochoczo rzucili się do podpisywania.

Nic to, że zamarzł mi długopis, natychmiast dostałam od życzliwych nieznajomych inny – jeden, potem drugi… Nic to, że na mrozie zgrabiały mi ręce, w których trzymałam pokaźny plik pocztówek, bo od przyjaznych reakcji ludzi, od atmosfery na manifestacji robiło mi się cieplej na sercu. Tyle dobrych emocji to dziś rzadkość, więc w drodze powrotnej powtarzałam: chwilo trwaj!
Na nic jednak zaklinanie losu, gdy – z naturalnej chęci sprawdzenia, jak manifestowano w innych miastach – włączyłam telewizor. Akurat na wystąpienie prezesa Kaczyńskiego! Słuchałam, jak zagrzewał do walki swoich wiernych żołnierzy i jak cyniczną grę prowadził jednocześnie „z całą resztą”: ze mną , z tobą… Niby pionków w jego grze jest wiele, a jeszcze więcej zdobywanych przyczółków, ale reguły dadzą się zamknąć w jednym słowie: rewanżyzm. Przyznam, że jako osoba wrażliwa, już, już chciałam się użalić nad człowiekiem, którego duszę zatruwa pamiętliwość, a czynami kieruje żądza zemsty, gdy przed oczami stanął mi obrazek, jak to mnie pochylającą się z troską nad ludzką małością atakują zza węgła porządkowi. W ramach „porządkowania opozycji”, oczywiście.
I tak moja stłamszona skłonność do altruistycznych gestów zamieniła się w „Kozakiewicza gest”. Niedoczekanie wasze, żebym się dała uporządkować! Co tam ja, żeby opozycja dała się uporządkować! Zresztą, jeśli – jak twierdzi Andrzej Gwiazda – KOD jest „opozycją totalitarną”(sic!), to jej „uporządkowanie” nie będzie takie łatwe. Bo chyba nikt się nie ośmieli użyć do robienia porządków oddziałów ministra Macierewicza? Nie, na pewno nie. Na taki pomysł nie wpadnie nawet zmącony rewanżyzmem umysł. Ale od czego jest większość parlamentarna? Przecież na Wiejskiej można pod osłoną nocy upiec kolejny prawny zakalec…
Zatem, czuj duch! I nie traćmy wiary: „myśli nieuczesane” zawsze były w cenie, teraz czas na „opozycję nieuporządkowaną”. Na niekontrolowane przez państwo organizacje pozarządowe, na niezakłóconą wolność zgromadzeń, na niespętany okowami Trybunał Konstytucyjny, na obiektywny wymiar sprawiedliwości, na odpartyjnione media, na koniec zawłaszczania państwa, na ciszę nad grobami ofiar smoleńskich, na społeczeństwo obywatelskie niebudowane odgórnie… To będzie nasz czas – suwerena gorszego sortu. Ale opozycja, nawet nieuporządkowana, musi stać ramię w ramię. Wtedy innym będzie dużo trudniej ją „porządkować”.
Trwa ładowanie komentarzy...