GORĄCA LINIA KORONOWO - WARSZAWA

Piątkowe spotkanie z Mateuszem Kijowskim organizowane przez bydgoski KOD w Koronowie miało być kontynuacją cyklu „Edukacja obywatelska”. I było! Ale jego siła rażenia przeszła wszelkie oczekiwania stając się przyśpieszoną lekcją antydemokratycznych praktyk większości parlamentarnej.

Gdy rozpoczynało się spotkanie z liderem KODu już wiedzieliśmy, że w Sejmie doszło do sytuacji bezprecedensowej: najpierw wyrzucono z obrad posła Szczerbę, który ośmielił się upomnieć o wolne media, na co opozycja – wyjątkowo tym razem zjednoczona – zareagowała okupacją mównicy. To spowodowało, że Warszawa najwyraźniej „upominała się” o Kijowskiego – jego dwa telefony nie milkły nawet na chwilę. – Bardzo was przepraszam, ale dziś wyjątkowo nie mogę na spotkaniu wyłączyć komórek – rozpoczął lider KODu i choć gorąca linia ze stolicą zdominowała dyskusję, nikt nie miał gościowi tego za złe. Przeciwnie, wszyscy czekaliśmy na najnowsze informacje.
Między jednym telefonem a drugim Mateusz Kijowski zdążył przypomnieć, że samorządy są dziś ostatnią ostoją demokracji, co szczególnie wybrzmiało właśnie w małym miasteczku – Koronowie. – Musimy je wspierać, pamiętając, że co druga złotówka w Polsce jest wydawana przez samorządy, co wprawdzie oznacza całkiem realną władzę, ale rząd, choćby przez reformę edukacji, zamierza obciążyć samorządy ponad ich możliwości – powiedział.
Dyskusję przerywa kolejny telefon. I kolejny… Okazało się, że okupacja mównicy trwa, ale marszałek Kuchciński chce przenieść obrady do sali kolumnowej, co wyraźnie podnosi temperaturę koronowskiego spotkania. Padają pytania o to, czy KOD nie powinien się zradykalizować i walczyć z PiSem jego metodami. Ale Kijowski jest znany jako „gołąb”, więc w takim duchu przekonuje rozmówców o wyższości pokojowych metod, pada też sakramentalna maksyma o kropli drążącej skałę. Pomruki na sali wskazują, że nie wszystkich satysfakcjonuje taka postawa. I może ten i ów dałby temu wyraz, gdyby nie kolejny telefoniczny komunikat z Warszawy: posłowie PiSu zamknęli się w sali kolumnowej, by uchwalić budżet. Nielicznym posłom opozycji udało się sforsować „zapory”, stąd przecieki o wątpliwościach w sprawie quorum i opinia o nielegalności tego posiedzenia Sejmu.
Nadstawiając ucha na telefoniczne rozmowy Mateusza Kijowskiego dowiadujemy się, że na godz. 20.00 pod sejmem planowany jest protest szeroko rozumianej opozycji. To oznacza, że lider KODu powinien być tam, a nie w Koronowie. I chyba ta gorączka mu się udziela, bo podkreśla z mocą: - Nic nas nie powstrzyma, „KOD for ever”! Potem, próbując rozładować sytuację, dodaje: - Totalitaryzm jest pozbawiony poczucia humoru, możemy więc zabijać go śmiechem, dystansem do siebie. Zgoda, ale nakaz chwili jest inny – Mateusz, żegnany oklaskami, w ekspresowym tempie udaje się do stolicy. A my rozjeżdżamy się do domów ze świadomością, że być może spotkamy się jeszcze tej nocy na manifestacji.
I tak się dzieje. O godz. 21.00 pod bydgoską siedzibą PiS spontanicznie zbiera się ze sto osób reprezentujących nie tylko KOD, ale i Ster na Demokrację oraz Obywateli RP. Stajemy ramię w ramię, by wykrzyczeć sprzeciw wobec praktyk stosowanych wobec posłów opozycji. „Wolna Polska – wolne media”, „Wolność, Równość, Demokracja” skandujemy uzbrojeni w sprzęt nagłaśniający wszelkiej maści. Ale przechodnie – w najlepszym wypadku – pozdrawiają nas z daleka, więc w mroźną noc niesie się krzyk „Ludzie, ludzie, czy wy śpicie, co się dzieje nie widzicie?” Ma za to na nas baczenie policja, trzeba jednak przyznać, że jest w porządku, bo przypomina tylko o ciszy nocnej od godz. 22.00. Ktoś zauważa, że to jedynie zwyczajowe prawo, ale my – choć zdeterminowani – nie dajemy pretekstu do jakichkolwiek zarzutów i postanawiamy rozejść się. – Dobranoc! – chcemy się pożegnać, gdy zdajemy sobie sprawę, że tej nocy brzmi to fatalnie. Jak dalece, przekonujemy się jednak dopiero w domach, widząc w TVN relację z Sejmu i sprzed jego siedziby. Kiedy około godz. 2.00 kładę się spać z tyłu głowy mam pytanie, czy obudzę się w takiej samej Polsce.
Trwa ładowanie komentarzy...