Nie dajmy się zwariować

Mam świadomość, że mój pogląd na sprawę faktur Mateusza Kijowskiego może wzbudzić kontrowersje, ale zaryzykuję... Otóż daleka jestem od odsądzania od czci i wiary lidera KODu, choć jednocześnie trudno powiedzieć, że rozumiem jego (no właśnie, jak to nazwać?) brak przewidywania, czy choćby zwykłego instynktu samozachowawczego.

W surowej ocenie nie przebierającego, jak zwykle, w słowach Władysława Frasyniuka, który mówi o "wtórnym analfabetyzmie", jest jednak coś na rzeczy. Szczególnie, gdy wspomnieć do dziś dla mnie kompletnie niezrozumiałe zaniechanie w sprawie statutu Stowarzyszenia, co spowodowało unieważnienie wyborów m. in. w regionie kujawsko-pomorskim. Nie potrafię zrozumieć jak KOD, któremu sekundują najtęższe głowy prawnicze w kraju mógł popełnić szkolny błąd niezgłoszenia poprawek w statucie do KRS! Zapomnienie w nawale prac - powie jeden, niefrasobliwość - doda drugi, celowe działanie - zawyrokuje jeszcze ktoś inny.
I wszystkie możliwości są dopuszczone. Bo niby dlaczego KOD - spontaniczny, oddolny ruch społeczny miałby różnić się od tego jacy jesteśmy my, Polacy? Czasem tylko bezrefleksyjni, ale czasem trochę szujowaci; gapowaci i przebiegli; prostolinijni i wyrachowani. Galeria typów przebogata... Nie mam pojęcia jakim typem charakterologicznym jest Mateusz Kijowski, ale doskonale potrafię sobie wyobrazić, jakie emocje targają człowiekiem w ferworze tworzenia takiego ruchu, jak KOD i przekonaniu (słusznym!), że robi się coś wielkiego. Wtedy emocjom towarzyszy na ogół idealistyczny ogląd budowanego nowego ładu. Jesteśmy wówczas jedną wielką rodziną, chcemy łączyć, a nie dzielić i stajemy ramię w ramię w obronie wspólnych wartości. No i kochamy się jak bracia, więc nieprzemyślane czy wręcz niemądre decyzje o tym, by liderowi "odpalić" pensję w ramach faktur za usługi informatyczne zapadają między jednym uniesieniem a drugim, między pikietą, a wielkim marszem. A potem się zobaczy... Tymczasem potem zaczyna się życie, czyli polskie piekiełko.
Żeby była jasność - uważam, że lider KODu (a może nie tylko on) powinien dostawać pensję. I to nie jedynie dlatego, by nie musieć się uciekać do takich pozorowanych ruchów fakturowanych. Zatem pensja - tak, ale na czystych i przejrzystych zasadach. W takim ruchu jak KOD to powinien być kanon, abecadło wszelkich działań. Popełniono zatem błąd. Piszę w liczbie mnogiej, bo nie wierzę, by faktury Kijowskiego były dla jego najbliższych współpracowników tajemnicą. Choć niektórzy tak twierdzą, okopując się na swoich pozycjach. Nie należę do wyznawców spiskowych teorii dziejów, ale w tym wypadku nie od rzeczy jest pamiętać, że niedługo wybory lidera KODu. Skądś to znamy, prawda? A skoro tak, to nie dajmy się zwariować! Ktokolwiek by nie stanął na czele KODu, nie będzie przecież aniołem, ale niech nas poprowadzi na "jaśniejszą stronę ulicy" .
PS. Ekipie rządzącej, która zaciera ręce z radości, że dostała na talerzu kolejny pretekst do szkalowania i skłócania opozycji, odpowiadam: Nie mam żalu, że moje datki do puszek szły w jakiejś części na "pensję" dla Kijowskiego, ale wolałabym zostać o tym uprzedzona.
Trwa ładowanie komentarzy...