O autorze
Głosuj na Wapiętnik na www.blogroku.pl

Ponad 30 lat zarabiałam pisaniem, aż choroba Parkinsona kazała mi zwolnić się z etatu (ale nie z bycia dziennikarką). Wcześniejszą emeryturę wydarłam ZUS-owi z gardła po roku sądowej walki i zaprawiona w bojach wyzwałam na ubitą ziemię pana P., jak nazywam Parkinsona. Codzienne potyczki opisuję w Wapiętniku, czyli w pamiętniku prowadzonym przez wapniaka. Niektórzy dziwią się, że mało w nim choroby, za to sporo uśmiechu i spraw, od których niekoniecznie zależy los świata. Ale może mój? Nie mam wpływu na to, że jestem skazana na pana Parkinsona już do końca, próbuję jednak nie dać mu się całkiem zdominować. Pisanie o tym to rodzaj terapii, ale też chęć pokrzepienia innych cierpiących.
Jako się rzekło, moje życie nie składa się tylko z choroby. Pełnię w nim różne role: córki (troskliwej), żony (pierwszej), mamy (pojedynczej), teściowej (niezołzowatej), przyjaciółki (długodystansowej), koleżanki (mnogiej). I choć nie wyobrażam sobie życia bez czytania i słuchania muzyki, na bezludną wyspę nie zabrałabym ani książek, ani płyt, tylko chciałabym ją ... zaludnić. Bo to, co w życiu lubię najbardziej, to pogadać z drugim człowiekiem.

ABSURDALNIE REALNIE

Jeśli powierzchnię bydgoskiego Starego Rynku, gdzie Kujawsko-Pomorski KOD zorganizował 1 kwietnia Jarmark Absurdu da się zmierzyć, to siły rażenia nagromadzonych tam symboli absurdalnych zdarzeń, decyzji i zachowań miłościwie nam panujących zmierzyć nie sposób! – Niesamowite, co zrobiliście, to nagromadzenie absurdu na metr kwadratowy! – nie ukrywał zachwytu jeden z odwiedzających Jarmark. Za chwilę jednak zasępił się, mówiąc: tyle, że to wszystko prawda, to nasze życie…

Fakt. Jednak tego jednego dnia, my, którzy na co dzień wyrażamy sprzeciw, a nierzadko i gniew wobec podkopywania fundamentów naszej państwowości, odbierania poczucia bezpieczeństwa, postanowiliśmy nie dać się złym myślom. Tym bardziej emocjom. A skoro śmiech to zdrowie i co nas nie zabije, to nas wzmocni – śmiejmy się! Jak my śmialiśmy się wymyślając Jarmark, cieszyliśmy przygotowując nań setki eksponatów i z satysfakcją patrzyliśmy na szczerze rozbawionych gości naszej imprezy. Jednym słowem - sukces! Bo jak się nie cieszyć, widząc, że w ruch idą komórki, których właściciele fotografowali niemal wszystkie nasze banery, plakaty, instalacje, gadżety… - Mamy caracale! - jakiś młodzian radośnie obwieścił odkrycie dmuchanych helikopterów nad głowami. Tu akurat Jarmark przerósł życie, ale to był wyjątek. Na ogół było absurdalnie realnie.
Upał, jak w środku lata, tymczasem w centrum rynku siedzi facet w czapie i narciarskich goglach. Odwiedzający są zdezorientowani, ale tylko przez chwilę. Wszystko się wyjaśnia, gdy podnoszą wzrok: „Podpisuję wszystko jak leci… 24h” i jeszcze: „Daj coś do podpisania, błagam! Nudzę się.” – czytają, parskając śmiechem. I już strzelają jedno, drugie selfie z prezydentem … Nieco spoconym, bo nikt nie kwapił się osłonić go przed słońcem, jak pewnego Misia przechadzającego się po rynku w asyście ukrytego za ciemnymi okularami ochroniarza (post BORowca?), który dzielnie trzymał nad Ważnym Misiem parasol. Tęczowy! Duet, budząc ogólną wesołość, został obfotografowany ze wszystkich stron. Wielu z gości Jarmarku wolało jednak bardziej aktywne w nim uczestnictwo i podjęło się trudnego zadania, jakim jest rzut do celu. A tym celem był ściek historii, u nas … zgrabny sedesik, do którego rzucano szyszką, bo tam – jak głosił napis – jej miejsce. Trafiony, zatopiony! A nagroda – bagatela! – banknot 500+. Banknotów zresztą na KODowskim Jarmarku było więcej – grupa ze Świecia miała nawet kantor wymiany walut. Ale też był powód: została tu otwarta „Brama do wolności”, po przekroczeniu której obywatel dostawał paszport, no i coś na zagospodarowanie w lepszym świecie.
W tym kontekście mocno zdziwiony wzrok wielu przyciągała kolejka rodem z PRLu. – Za czym kolejka ta stoi? – ktoś nawet zanucił znany protest-song. A ona stała „za” wizą, którą osobiście wydawał pan Konsul, szerzej znany jako artysta kabaretowy – Antoni Szpak. Bo trzeba wiedzieć, że za sprawą KODu 1 kwietnia 2017 roku nastąpiło w Bydgoszczy uroczyste otwarcie Honorowego Konsulatu Republiki San Escobar. Nic więc dziwnego, że Konsul tego nowo odkrytego kraju budził powszechną ciekawość i oblegany przez żądnych informacji o jego ojczyźnie, ze wzruszeniem udostępniał mapy San Escobar, wydanie tamtejszej gazety El Cofesionario, tudzież flagi narodowe. Że patriotą jest wielkim widzieliśmy wszyscy, gdy przybyła ze stolicy Kapela KOD zaintonowała hymn „O, Escobar, San Escobar!/Jedyny taki w świecie!” Jedyny na pewno, ale – jak zauważył otwierający Jarmark lider bydgoskiego KODu, Andrzej Bobkowski – ten San Escobar niby egzotyczny, ale jakiś taki swojski… Może dlatego, że odkryty przez rodaka?
Z trudem skrywana duma z tego historycznego dokonania nie powinna jednak przesłonić odwiedzającym innych atrakcji Jarmarku. I nie przesłoniła sądząc po zainteresowaniu kramem „Talizmany Dobrej Zmiany” z obowiązkowymi broszkami na każdy dzień tygodnia, uchem pewnego znanego prezesa, czy różowymi gaciami, wielkimi jak reformy wprowadzane przez resort edukacji… Swoją drogą, ciekawe czy pani minister podobałaby się szkoła KODu z takimi przedmiotami jak język wolski, histeria i fizika smoleńska? Bo że demografom nie w smak by były zachowania przy kolejnym kramie, to pewne! Obok tego, że poddawano się tam badaniu na „gen zdrady” i na niewielkie zainfekowanie aplikowano „Ziobrówkę Zerro %”, a poważniejsze leczono wodą święconą z San Escobar, to na stoisku była też ostatnia możliwość otrzymania bez recepty (i spowiedzi!) tabletek z piekła rodem. Mowa o tych „po”, ale były również „przed”, i „zamiast”. Niestety, największym powodzeniem cieszyły się te ostatnie … Dobrze przyszłości programu 500+ to nie wróży. Nienajlepsze musiały być też wróżby przy kramie KODu z Torunia, skoro szamanka wzięła się ostro za odczynianie uroków. Jakich? Wszelakich! Na wszelki wypadek więc odsunięto ją od stanowiska, gdzie zbierano podpisy pod wnioskiem o przyznanie Bartłomiejowi Miśkiewiczowi tytułu Doktora Honoris Causa Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie.
Wojenne, to za dużo powiedziane, ale na pewno bojowe nastroje wyczuwało się wokół stoiska Steru na Demokrację. Roiło się tam bowiem od rozmaitych militariów, a manekin ministra obrony przypominał go tak dalece, że pomimo upału ciarki przechodziły przechodniom po plecach! Przechodniom, bo choć dużo bydgoszczan przybyło w sobotę na Stary Rynek specjalnie dla imprezy KODu, jednak większość odwiedzających, to byli ci, którzy w tym czasie tamtędy przechodzili. Słysząc Kapelę KOD, widząc barwne stoiska zatrzymywali się, oglądali, komentowali, fotografowali, po prostu – bawili się z nami. I tak, z czystym sumieniem, możemy powiedzieć, że przez Jarmark Absurdu przewinęły się setki bydgoszczan. Już więc myślimy o kolejnym… Tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, aby opadły opary absurdu, w jakich przyszło nam żyć. Albo choćby się przerzedziły! Tylko człowiek już nie wie: śmiać się, czy płakać?
Trwa ładowanie komentarzy...