ZAOPIEKOWANA, NIE ZASTRASZANA

Będąc lojalną obywatelką walczącą o prawo i sprawiedliwość, czuję się w obowiązku stłumić w zarodku wszelkie spekulacje, jakobym po udziale w Drugim Łańcuchu Światła 17 lipca 2017 roku była poddana próbie zastraszenia przez policję. Przeciwnie, czułam się jak rzadko zaopiekowana i pozostali wylegitymowani zapewne też.

Zresztą, jak się miałam czuć, gdy nad bezpieczeństwem siódemki maruderów, co to się zagadali po nocy przy zniczach pochyliły się służby w liczbie sześciu funkcjonariuszy? Bo przecież nie mogło im chodzić o to, że zaśmiecamy teren publiczny! Taki powód spisania nas wprawdzie podano, ale bez żartów…
Myślę, że było raczej tak: Wiedziony złym przeczuciem patrol, który legitymował lidera bydgoskiego KODu zaraz po tym, jak protestujący przeciw zamachowi na niezależność sądów, co narusza trójpodział władzy – filar demokracji zapalili znicze, wrócił pod gmach sądu. Wszak zapadła noc, ciemność rozjaśniały tylko drżące płomyki świec, a wtedy wszystko może się zdarzyć… Licho nie śpi! Spać za to udała się ponad setka manifestantów, jedynie wspomniana siódemka marudziła jeszcze u stóp Temidy. Że taka garstka ciemną nocą nie może się czuć bezpiecznie, to oczywista oczywistość – pomyśleli najpewniej policjanci ze znanego już patrolu. I wrócili, ale nie sami, bo wspomagani przez dwóch – wcale nie smutnych – panów w cywilu. Pełna kultura!
Zwiększona moc służb powiększyła, co nawet zrozumiałe, pole ich troski i martwiono się teraz, mało że o nas, to jeszcze dodatkowo o stan rozświetlonych ponad standardy schodów wiodących do sądu. Przez dłuższą chwilę trwały kurtuazyjne przepychanki kto gasi świeczkę, kto ogarek i pewnie potrwałyby jeszcze, gdyby nie to, że w sukurs policyjnej czwórce przybył kolejny patrol. Tak więc siły się prawie wyrównały (7:6), co nam, tak zaopiekowanym niedobitkom po manifestacji znacznie ułatwiło przyjęcie umowy bilateralnej, w myśl której wyposażeni w zwrócone nam dowody, ochoczo sprzątnęliśmy sądowe schody. Bo grupa sześciorga uparcie trwała przy swoim: chodzi o zaśmiecanie przestrzeni publicznej. I jeszcze, że dostali polecenie, by to (zaśmiecający?) protestujący zatarli ślady po manifestacji (dewastacji?).
Osobiście w to nie wierzę, intuicja bowiem podpowiada mi, że to wszystko z – wpisanej w dekalog służb – troski o mój dobrostan. Dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie pytanie Przyjaciółki, która wysłuchawszy mej opowieści zapytała, czy się nie bałam. Nie! Przecież uczestniczyłam w czymś tak surrealistycznym, że … strach się bać.
Trwa ładowanie komentarzy...